Pożegnalny wieczór



Tak trudno nam powiedzieć dość i inną miłość przeczuć
Jest cisza jako trzeci gość w nasz pożegnalny wieczór.
- Cisza Jak Ta - Pożegnalny wieczór.



Cytat rozpoczynający już był i owszem, ale jak tu do niego nie wrócić, skoro jest tak bardzo wymowny. Co więcej, teraz to już faktycznie ostatni wieczór na stacji. Cisza we wszystkie kąty zagościła w godzinach nocnych.


Osobami które zamykały dzisiejszy wieczór pełen wrażeń i wymiany informacji byli ratownicy medyczni. Długo siedziałem z moim następcą, rozmawiając o stacji, pracy medyka tutaj, ale także o codziennym, normalnym życiu w Polsce. Uwielbiam te momenty w których jeszcze nie znasz człowieka, a wiesz że nadajesz z nim na podobnych falach. Tak było przy wymianie maili i tak jest w rzeczywistości. Emil to konkretny człowiek, wiem że przekazuję ambulatorium w dobre ręce, a 42 wyprawa ma świetnie przygotowanego człowieka z sobą.


Rozładunek trwał prawie tydzień. W ubiegły czwartek statek wpłynął do Zatoki, choć miało to nastąpić w piątek rano. Kilka awarii, pak lodowy na zatoce, tysiące zmian decyzji lub ich brak. Schodzenie ze statku i wracanie na niego ludzi, wielkie zamieszanie. Tak wyglądały ostatnie dni w tym miejscu.


Nowa Wyprawa zaczęła swoje porządki i przystosowanie stacji pod siebie. My jako już kończący zmianę momentami mogliśmy się poczuć nieco dziwnie. Jak by jeszcze u siebie, ale jednak już w innej rzeczywistości i bez większego prawa głosu. Na szczęście życzliwość i przyjazna atmosfera między wyprawami dominowały w tym czasie.


Mimo rozładunku "na raty", a może paradoksalnie dzięki niemu mieliśmy okazję się poznać lepiej. Wspólna praca, wymiana doświadczeń, wyjście na pingwinisko. Duża ilość małych klocków, które w całości tworzą obraz funkcjonowania stacji w tym nie łatwym momencie. Mimo zmęczenia, podrażnienia, napiętej momentami atmosfery udawały się wspólne inicjatywy. Niech najlepszym przykładem będzie wspólna gra w siatkówkę. Co to były za pojedynki. Ale ekipa ekologiczno-medyczna dawała radę na boisku. Zatem obowiązki przekazane.


Czas wracać. Po 363 dniach na stacji pora zmienić klimat i otoczenie. Na statek wchodzimy w czwartek, żegnając się z Antarktyką na dobre... a może niektórzy tylko na chwilę. Piękny to był czas i jego końcówka z taką wymianą doświadczeń i informacji sprawia, że po zimowaniu człowiek spokojnie zamyka ten etap. Przed nami kolejne piękne przygody. Przed nami poszukiwanie kolejnej tęczy na horyzoncie. Ameryko Południowa... nadpływamy!!!


Komentarze