Splątane, w głowie zamęt. Lecz księżyc istnieć będzie dalej, nawet gdy widzieć go przestanę.
- Cisza Jak Ta, Splątanie.
To prawda, że im bliżej
powrotu tym tęsknota jest większa. Jednocześnie czas ucieka coraz szybciej, a
człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma go zbyt wiele do momentu powrotu. Ale zanim wrócę pragnę jeszcze doznać kilka tych Antarktycznych zachwytów.
Nie mniej jednak w pracy nie zmienia się nic. Zakończyliśmy co prawda codzienne wizytowania plaży w poszukiwaniu zimujących ptaków, no bo i zima się skończyła. W zamian rozpoczęliśmy codzienne wizytowania najbliższego pingwiniska z Adelkami. To jedno z zadań monitoringu, które kontynuować będą już za kilkanaście dni nasi następcy.
Elementem niezmiennym są monitoringi ssaków płetwonogich. A właśnie teraz dzieje się najwięcej w tym foczym świecie. Wyjazd na kolejny monitoring był nie lada wyzwaniem. Podzieliliśmy jak zwykle teren na połowę, a mi ponownie przypadła ta mniej atrakcyjna, bo bez haremów słoni morskich. Mimo to okazało się, że było ciekawie i niespodziewanie. Wszystko nie za sprawą fok, lecz pingwinów, a dokładniej to ich zupełnego braku.
Wielkie oczy zrobiłem ze
zdumienia kiedy to zobaczyłem. Przez głowę przeszła myśl: Ale jak to tak,
czemu?
Na Copie, przy Lliano Point z kilku tysięcy pingwinów białobrewych na plaży zostało zaledwie kilkadziesiąt. Pustka, to najlepsze określenie na tę sytuację. Najpewniej ptaki nocą ruszyły na żerowanie. Budowa gniazd jest utrudniona przez zalegający śnieg, a to może być ostatni moment by się najeść przed poważnym rozpoczęciem lęgów. Zatem plaże opustoszały.
Na Copie, przy Lliano Point z kilku tysięcy pingwinów białobrewych na plaży zostało zaledwie kilkadziesiąt. Pustka, to najlepsze określenie na tę sytuację. Najpewniej ptaki nocą ruszyły na żerowanie. Budowa gniazd jest utrudniona przez zalegający śnieg, a to może być ostatni moment by się najeść przed poważnym rozpoczęciem lęgów. Zatem plaże opustoszały.
Kolejnego dnia pingwiny
już były na swych miejscach, wróciło życie na Lliano Point, a ja z kilkoma
osobami ruszyłem na Patelnię. Harem słoni morskich zmienił się nie do poznania.
Ciekawie wyglądało to już podczas mej poprzedniej wizyty, lecz teraz stało się jeszcze bardziej fascynujące. Ponad 150 samic w największym z haremów, pośród nich już ponad 50 młodych w różnym wieku, przecież najstarsze mają prawie dwa tygodnie, a tu wciąż rodzą się kolejne. Podczas naszej wizyty obserwowaliśmy dwa kolejne porody.
Ciekawie wyglądało to już podczas mej poprzedniej wizyty, lecz teraz stało się jeszcze bardziej fascynujące. Ponad 150 samic w największym z haremów, pośród nich już ponad 50 młodych w różnym wieku, przecież najstarsze mają prawie dwa tygodnie, a tu wciąż rodzą się kolejne. Podczas naszej wizyty obserwowaliśmy dwa kolejne porody.
W okolicy kolejne cztery, sporo już mniejsze haremy, gdzie także na świat przychodzą młode. Każdy taki świeżo urodzony słoń to około 1,5 metra długości i ok 30-50kg wagi. Co ciekawe podczas narodzin pępowina sama się odrywa i przy młodym pozostaje tylko niewielka końcówka, która z czasem obumiera i odpada. Zdarza się, że takim kikutem interesują się ptaki, często próbując coś dla siebie uszczknąć. Powróciły pierwsze wydrzyki, które wprowadzają własne rządy na tym terenie, nic dziwnego, wszakże to one tu rządzą jako drapieżcy.
Ale to nic w porównaniu z
inną poczynioną obserwacją. Otóż jeden z malców uznał, że jest głodny. Zatem podszedł
do matki i zaczął ssać mleko. Obok malucha pojawił się pochwodziób, który
niczym przyrodni braciszek zaczął podchodzić do jedzącego malca i wydziobywać
mleko które słoń ssał. Bardzo ciekaw behawioralne zagadnienie.
Będzie mi brakowało tych scen, a słonie mają jeszcze jedną ujmującą specjalność. Jak żadne inne zwierzęta, tak one ujmują mnie całym spektrum robienia głupich min. Niewątpliwie są w tym mistrzami. Może się okazać, że to mój ostatni monitoring i tym samym pożegnanie z tymi zwierzakami, jak i przyrodą w tej części wyspy.









Komentarze
Prześlij komentarz