Noc, księżyc i wspomnienia...



Nie jestem tą samą osobą odkąd zobaczyłam blask księżyca na drugim końcu świata.
 – Mary Anne Radmacher



 
Krótka refleksja po minionej nocy. 



Czas ostatnio szybko ucieka, prócz monitoringów przygotowujemy stację do przybycia kolejnej wyprawy. Jednym z elementów było sprzątanie domków letnich. I tutaj właśnie takie skojarzenie i refleksja. Ponieważ pierwszą noc po zejściu na stację spędziłem w domkach letnich. 


Stara ekipa jeszcze nie opuściła pokoi i wcale im się nie dziwię, bo sam mam poczucie że coś się kończy i jak najdłużej chcę z tego korzystać. Z racji że spędzaliśmy wspólny wieczór, to część osób spała właśnie w jednym z domków.


Nigdy nie zapomnę tej nocy z kilku powodów. Po pierwsze to przecież pierwsza noc na stacji, coś uroczystego, odświętnego, coś wyjątkowego. Po drugie w pokoju w którym spałem nie działało ogrzewanie. Plus taki że nie wiało, ale pierwsza noc była dla mnie i jeszcze dwóch osób naprawdę rześka. Takie Antarktyczne przywitanie lekko na minusie.


I ostatni powód to niebo. Piękne, spokojne, bezchmurne i rozgwieżdżone. Księżyc co prawda nie był w pełni, ale i tak dumnie świecił nad stacją. Owszem, później jeszcze wielokrotnie bezchmurne niebo widywałem nad Arctowskim, ale jednak to pierwsze było wyjątkowe.


Myśl o takim właśnie niebie naszła mnie tej nieprzespanej nocy. Kiedy to spoglądałem za okno na powiewającą od wiatru flagę. I na niebo pełne gwiazd niczym tej pierwszej nocy. Wspominając te wszystkie wschody i pełnie księżyca jakie doświadczyłem właśnie tutaj będąc. A przecież mogłem być zupełnie gdzieś indziej. Najpiękniejszych chwil nie zaplanujesz, one przychodzą same.


Komentarze