Choć za oknem biała zima i świat cały pokrył śnieg.
Nie chcesz słuchać, że do wiosny jeszcze tyle trzeba przeżyć.
- Cisza Jak Ta - Nasze Zielone Światy
Nad Zatoką Admiralicji zapanował nareszcie spokój, przynajmniej
ten związany z pogodą. Jednocześnie z tym spokojem na wodzie, ziemi i niebie
rozpoczęła się wrzawa i zamieszanie. Zastanowi się ktoś czemu tak?
Powodem jest już niewątpliwie rozpoczęta wiosna, choć
właściwiej było by powiedzieć lato. Antarktyka rozróżnia generalnie dwie pory
roku, mianowicie lato i zimę. W trakcie trwania pierwszej wszystko zaczyna żyć,
trwają piękne spektakle narodzin i klucia, a dni są niezwykle długie,
zacierając tym samym nocną ciemność. Zima to spokój w przyrodzie ożywionej, to
jednocześnie wzmożone wiatry i sztormy, ale nawet zimą potrafi się dziać wiele
ciekawych spektakli przyrody, szczególnie te w wykonaniu ptaków zimujących w
okolicy stacji i całej Zatoce Admiralicji.
Zatem mówienie o wiośnie czy jesieni jest dość umowna kwestią. Ale z racji, że nieco tęskni mi się za naszą Polską wiosną, którą przecież minąłem będąc na wyprawie, to doszukuję się wiosny tutaj. Chciałem napisać, że różni się ona od tutejszej, ale czy oby na pewno aż tak bardzo? W Polsce tej wiosny jeszcze w maju sypał śnieg. Tylko że w naszym kraju śnieg o tej orze jest anomalią, a na Wyspie Króla Jerzego anomalią jest jego brak początkiem Antarktycznej wiosny.
Przypływając tutaj prawie rok temu doświadczyliśmy właśnie takiej anomalii, czyli braku śniegu. Może właśnie dlatego teraz nieco inaczej patrzymy na warunki w jakich będziemy odpływać, jak również na powracające gatunki.
Właśnie, to kolejna rzecz która łączy obie wspominane wiosny. Powroty! Gatunki i owszem mocno odmienne, dodatkowo w Antarktyce znacznie ich mniej niż w naszym kraju, ale fascynują, zachwycają i są wyczekiwane z taką samą determinacją.
Wróciły na Llano Point (Copa) pingwiny białobrewe, coraz częściej widujemy zachowujące się terytorialnie mewy południowe, także warcabników jak by więcej. Wróciły także najbliższe nam pingwiny białookie, bardziej znane jako pingwiny Adeli. Cudowne ptaszyska, a ich smród czuć już wychodząc ze stacji, choć nie jest to jeszcze zapach tak intensywny jak w środku sezonu.
Dobrze je także słychać, nie milkną nawet na chwilę w swojej
wymianie informacji z partnerami, sąsiadami, grupami, jednym słowem w kolonii. W
kilka dni wróciła większość ptaków i teraz już tylko cieszyć się ich
obecnością. Pingwiny nie próżnują, część już rozpoczęła rytualne podkradanie
sobie kamyków na gniazda. Niektóre z grup lęgowych mają utrudnione zadanie,
gdyż miejsca przyszłych lęgów są pod śniegiem, ale ptaki nie próżnują.
Biegają, udeptują, leżą i roztapiają, szukają możliwości
znalezienia miejsca na gniazdo. Czasem wygląda to tak, jak by gniazdo już było,
wytopione w śniegu. Nie straszne im zawieje, nie straszne zamiecie, naturalny
zew który je tu ściąga co roku jest silniejszy. Mam nadzieję, że doczekamy się
pierwszego jaja, a pisklęta oglądać będą już nowi "Pingwiniarze".












Komentarze
Prześlij komentarz