Życie jest tym co się wydarza, kiedy Ty jesteś zajęty robieniem innych planów.
John Lennon
Nie jest łatwo. Często sobie to powtarzam, nie jest łatwo, ale jest szczęśliwie, bo życie ma smak, który poczujesz gdy opuścisz miękki fotel i odłożysz pilota od telewizora na bok.
A życie jest tak stabilne jak tańczący na lodzie skuter,
którym chciałem przedostać się na monitoring. Po roztopach przyszedł mróz, nikt
nie spodziewał się jednak, że zjazd z lodowca Windy na Patelnię będzie tak
trudny, tym bardziej że podróż kopułą nie sprawiła żadnych problemów.
Stabilność życia sprawiła, że prościej tą trasę było by pokonać na łyżwach, niż
na skuterze, kiedy to tył wyprzedzał przód, a każdy kolejny metr to szukanie
zastrugina której można się zatrzymać. Podjazd pod wzniesienie okazuje się
niemożliwy. Metodą własnych mięśni wypychamy skuter po górę. Kilka metrów i
przerwa, kilka metrów i przerwa, tak trwa to ponad godzinę. Szybka decyzja co
dalej, jeśli zjazd pod Sphinxem będzie wyglądał podobnie to nie uda się dotrzeć
na Demay, wtedy nie odbierzemy Ewy z tej części monitoringu. Wykonanie całości
monitoringu też będzie stanowiło problem. Kolejne dni miały przynieść
pogorszenie pogody, zatem utknięcie w domku choć to kusząca perspektywa, na
dłuższą metę może stanowić nie lada problem. Szybka konsultacja na radiu i
decyzja, przerywamy działania. Czekamy na Ewę na kopule lodowca, niestety musi
podejść wzniesienie piechotą. Pogoda piękna, widok na Breansfielda jeszcze
piękniejszy. Ocean po horyzont pakiem lodowym zasłonięty. Próba podjechania pod
Sphinxa kończy się jeszcze na kopule lodowca, warunki równie ekstremalne co nad
Patelnią.
Życie jest ta przewidywalne jak pogoda. Kiedy to wychodzę na monitoring ptaków przy stacji. Słonko świeci, wiatr ustał, nie masz powodów do narzekań. Nad głową przelatują petrele śnieżne i fulmary, mnóstwo rybitw nad zatoką. Nic tylko się cieszyć, liczyć i podziwiać. Mam zadanie do wykonania, ale czym się przejmować, przecież pogoda jest adekwatna do leniwej wędrówki. Zanim docieram na Jedynkę zaczyna mocniej wiać. Myślę sobie, że przecież to normalne, od Escury zawsze bardziej wieje, taki jej urok. Wykonuję liczenie i mam zamiar wracać kiedy podmuch wiatru zwala mnie z nóg. Padam niczym kłoda na śnieg i przez moment nie wiem czy śmiać się czy złościć, podnosić czy chwilę poleżeć przeczekując kolejny podmuch. Powrót na stację to zaledwie kilometr drogi, a zajmuję mi prawie godzinę. Nie ma co, tempo solidne. Trzy kroki w przód i podmuch niosący w tył. A tak ładnie było jeszcze kilka minut temu. Teraz świat zasłania śnieżna zadymka, skutecznie utrudniająca podróż i normalną nawigację. Kiedy to się zmieniło? Kolejny raz wystarczyła Antarktyczna chwila, by odczuć prawdziwy smak życia.
Życie jest tak łatwe jak przekopanie ścieżki w śniegu. Wydawało się, że przecież to nic specjalnego. Owszem każdy wiedział że nas zasypie, każdy się tego spodziewał. Jeszcze wieczorem dnia poprzedniego odkopywaliśmy wejście do samolotu od strony chlewika. Nikt nie miał złudzeń, że do rana tak zostanie. Kolejnego dnia rozpoczęła się zwykła niedziela na Arctowskim.
Godzina 9:20:
Główne drzwi wejściowe bez możliwości otworzenia (jakiś inteligent zamontował drzwi otwierane na zewnątrz!!!). Za drzwiami w tzw. chlewiku ściana śniegu. Wejścia odkopane po intensywnym fizycznym wysiłku. Kopanie zakończone około godz. 11:00.
Główne drzwi wejściowe bez możliwości otworzenia (jakiś inteligent zamontował drzwi otwierane na zewnątrz!!!). Za drzwiami w tzw. chlewiku ściana śniegu. Wejścia odkopane po intensywnym fizycznym wysiłku. Kopanie zakończone około godz. 11:00.
Godzina 14:20
Powtórka z rozrywki, ponownie wszystko pod śniegiem. Wejście główne odkopane, ale bez złudzeń że tak zostanie. Wejście od chlewika ze zmianą koncepcji...
Powtórka z rozrywki, ponownie wszystko pod śniegiem. Wejście główne odkopane, ale bez złudzeń że tak zostanie. Wejście od chlewika ze zmianą koncepcji...
Godzina 16:50
Zakończenie prac inżynieryjno-technicznych. Kolejny punkt do CV: rzeźbienie w śniegu!
Przekopany tunel wyjściowy, teraz sprawdzimy na ile będzie to działanie skuteczne.
Zakończenie prac inżynieryjno-technicznych. Kolejny punkt do CV: rzeźbienie w śniegu!
Przekopany tunel wyjściowy, teraz sprawdzimy na ile będzie to działanie skuteczne.
Życie jest piękne jak... Miałem podać inny przykład, ale pisząc te słowa do
pokoju zapukał Sławek ze słowami na ustach:
- Ty tu siedzisz, a popatrz co się za oknem dzieje!
- Co się dzieje? - pytam spoglądając w okno częściowo oblepione zmarzniętym śniegiem padającym na od rana.
- Popatrz jak sobie maszerują.
Podnoszę się od biurka i spoglądam przez okno. Moim oczom ukazuje się stado pingwinów białobrewych spokojnie sobie maszerujących gęsiego przed stacją.
Wracają! Myślę radośnie w duchu i łapię za aparat. Nie zważam specjalnie na warunki na zewnątrz, z resztą nie tylko ja z aparatem w dłoni szykuję się do wyjścia. Takie chwile zdarzają się nie często. Pingwiny wracają z zimowiska na swoje miejsca rozrodcze na Copie. Ciekawe jest to, że nie popłynęły tam, a wyszły na brzeg przy naszej stacji. Zupełnie jak by chciały się przywitać. Marsz pingwinów wlewa radość w nasze serca. Kiedy stadko mija spokojnym marszem Ogrody Jasnorzewskiego, kolejna grupa pingwinów wychodzi z wody przy tzw. przystanku. Pół godziny później swój marsz z wody rozpoczyna kolejna grupa, i kolejna. Nie ma wątpliwości że rozpoczęły się pingwinie powroty. Piękny to widok, serca się radują. Właśnie tym jest życie, nieustannym zachwytem. Wystarczy tylko, że otworzysz się na otaczający Cię świat.
- Ty tu siedzisz, a popatrz co się za oknem dzieje!
- Co się dzieje? - pytam spoglądając w okno częściowo oblepione zmarzniętym śniegiem padającym na od rana.
- Popatrz jak sobie maszerują.
Podnoszę się od biurka i spoglądam przez okno. Moim oczom ukazuje się stado pingwinów białobrewych spokojnie sobie maszerujących gęsiego przed stacją.
Wracają! Myślę radośnie w duchu i łapię za aparat. Nie zważam specjalnie na warunki na zewnątrz, z resztą nie tylko ja z aparatem w dłoni szykuję się do wyjścia. Takie chwile zdarzają się nie często. Pingwiny wracają z zimowiska na swoje miejsca rozrodcze na Copie. Ciekawe jest to, że nie popłynęły tam, a wyszły na brzeg przy naszej stacji. Zupełnie jak by chciały się przywitać. Marsz pingwinów wlewa radość w nasze serca. Kiedy stadko mija spokojnym marszem Ogrody Jasnorzewskiego, kolejna grupa pingwinów wychodzi z wody przy tzw. przystanku. Pół godziny później swój marsz z wody rozpoczyna kolejna grupa, i kolejna. Nie ma wątpliwości że rozpoczęły się pingwinie powroty. Piękny to widok, serca się radują. Właśnie tym jest życie, nieustannym zachwytem. Wystarczy tylko, że otworzysz się na otaczający Cię świat.












Komentarze
Prześlij komentarz