A tam w mech odziany kamień, tam zaduma w wiatru graniu, tam powietrze ma inny smak. Porzuć kroków rytm na bruku, spróbuj, znajdziesz, jeśli szukać zechcesz, nowy świat, własny świat.- Bez Słów, Wolna Grupa Bukowina
Rok temu miało miejsce
nasze szkolenie przygotowujące całą ekipę do pracy w Antarktyce.
W ramach szkolenia mieliśmy także zorganizowane niezwykłe spotkanie z człowiekiem o którym nie jedna książka powstała. Ale nic w tym dziwnego, przecież jest zdobywcą obu Biegunów.
Marek Kamiński - bo o nim mowa, opowiadał o swoich podróżach, o tym jak on przeżywał i doświadczał głuszy. Wiele czasu poświęcił na opowieść o rozważaniu nas samym sobą i własną wędrówką, motywując do tego byśmy sami to czynili, bo nie ma lepszych ku temu warunków.
"Z życzeniami odkrycia samego siebie" napisał w mym notesie na koniec spotkania.
Nie bez przyczyny wspominam o tym teraz. Minął rok od tamtych wydarzeń, a z Polski właśnie wypływa Polar Pioneer, statek który zmierza z ładunkiem na naszą stację. Za około miesiąc nastąpi rozładunek i przekazanie stacji kolejnej załodze. Blisko rok w Antarktyce to dobry czas na wiele aktywności, tych mniejszych, większych, ogromnych. To dobry czas na spojrzenie z dystansem, oraz jeszcze lepszy na doświadczanie...
Mam poczucie dobrze wykorzystanego tego czasu, choć nie zawsze było kolorowo, często nie bywało łatwo i zmierzyć się trzeba było ze swymi słabościami. Jak w życiu. Warto!
W ramach szkolenia mieliśmy także zorganizowane niezwykłe spotkanie z człowiekiem o którym nie jedna książka powstała. Ale nic w tym dziwnego, przecież jest zdobywcą obu Biegunów.
Marek Kamiński - bo o nim mowa, opowiadał o swoich podróżach, o tym jak on przeżywał i doświadczał głuszy. Wiele czasu poświęcił na opowieść o rozważaniu nas samym sobą i własną wędrówką, motywując do tego byśmy sami to czynili, bo nie ma lepszych ku temu warunków.
"Z życzeniami odkrycia samego siebie" napisał w mym notesie na koniec spotkania.
Nie bez przyczyny wspominam o tym teraz. Minął rok od tamtych wydarzeń, a z Polski właśnie wypływa Polar Pioneer, statek który zmierza z ładunkiem na naszą stację. Za około miesiąc nastąpi rozładunek i przekazanie stacji kolejnej załodze. Blisko rok w Antarktyce to dobry czas na wiele aktywności, tych mniejszych, większych, ogromnych. To dobry czas na spojrzenie z dystansem, oraz jeszcze lepszy na doświadczanie...
Mam poczucie dobrze wykorzystanego tego czasu, choć nie zawsze było kolorowo, często nie bywało łatwo i zmierzyć się trzeba było ze swymi słabościami. Jak w życiu. Warto!
Kilka miesięcy temu po ukazaniu się w Gazecie Wyborczej artykułu "Nasz
ratownik na drugim krańcu świata" wielu
ze znajomych pytało o ten widok z okna. Nic dziwnego, pytanie to padało
dość często również podczas zajęć ze szkołami w sezonie letnim.
A z tym widokiem to nie
jest taka prosta sprawa. Zaraz po przypłynięciu na stację rozpoczyna się walka
o pokoje. Każdy chce mieć te z widokiem na zatokę, a przecież ich ilość jest
ograniczona. Tylko ratownik medyczny mógł spać spokojnie, gdyż ta funkcja
zawsze istnieje na stacji (dawniej byli to lekarze), a co za tym idzie
zwyczajowo ustalone jest, że pokój ratownika mieści się przy ambulatorium. Chyba
nie trzeba tłumaczyć takiej zależności, wszakże w razie interwencji trzeba być
blisko, a też prościej sprawować nadzór nad ambulatorium. Nawet przy
zamkniętych drzwiach słyszę gdy ktoś pokonuje korytarz i wchodzi do gabinetu. A
po kilku miesiącach mieszkania nie jest problemem wyłącznie po krokach
rozpoznać który to z uczestników wyprawy.
Wracając do pokoju jednak, nie martwiłem się jego przydziałem. Kiedy inni biegali po korytarzach, próbowali coś ugrać, bądź sprzeczali się czy widok na zatokę ma być dla zimowników czy letników ja spokojnie zająłem przydzielone cztery kąty.
Pokoje z drugiej strony samolotu mają mniej ciekawy widok, ponieważ za oknem podziwiają budynki stacji. Ale część z nich ma także widok na rozciągający się przy samolocie mszarnik, oraz pingwinisko.
Wracając do pokoju jednak, nie martwiłem się jego przydziałem. Kiedy inni biegali po korytarzach, próbowali coś ugrać, bądź sprzeczali się czy widok na zatokę ma być dla zimowników czy letników ja spokojnie zająłem przydzielone cztery kąty.
Pokoje z drugiej strony samolotu mają mniej ciekawy widok, ponieważ za oknem podziwiają budynki stacji. Ale część z nich ma także widok na rozciągający się przy samolocie mszarnik, oraz pingwinisko.
A co do samego widoku za
moim oknem to powtórzę to co w artykule.
Na pierwszy rzut oka mam maszt z dumnie powiewającą biało-czerwoną flagą. Na lewo
Na pierwszy rzut oka mam maszt z dumnie powiewającą biało-czerwoną flagą. Na lewo
Zatokę Admiralicji, falującą, rozbujaną. Za nią są
wzniesienia pokryte lodem, a obecnie także śniegiem. Na wprost w oddali jest latarnia morska, która wskazuje drogę i ostrzega przed wybrzeżem.
A naprawo, gdy spojrzę przez okno mojego pokoju, są Ogrody Jasnorzewskiego.
Ogrody to unikatowe miejsce w Antarktyce. Nie ma tutaj
drzew, to bardziej mszarnik z ubogą roślinnością. To środowisko, które
traktujemy priorytetowo. Staramy się, aby ten kawałek ekosystemu pozostał
niezmieniony. Muszę się nieco wychylić na
lewą stronę by ujrzeć niewielkie wzniesienie. Znajduje się ono za ogrodami i
jest to najbliższe miejsce rozrodu pingwinów. To właśnie tam corocznie swoje
lęgi wyprowadzają pingwiny białookie, bardziej znane jako pingwiny Adeli. Kolonia
rozrodcza w tym miejscu liczy kilka tysięcy ptaków i cieszy oko i ucho, oraz
drażni nos każdego sezonu między październikiem a końcówka lutego, choć zapach
pozostaje znacznie dłużej.
Poniżej seria zdjęć z widokiem za oknem z różnych okresów mijającego rocznego pobytu na stacji.
Poniżej seria zdjęć z widokiem za oknem z różnych okresów mijającego rocznego pobytu na stacji.
Na Liano Point, po drugiej stronie laguny przy Lodowcu Ekologii mieści się
kolonia rozrodcza pingwinów białobrewych, oraz Adeli. Odcinek ten bardziej
znany pod nazwą Copa, od Amerykańskiej stacji sezonowej "Copacabana".
Jest to jednocześnie największa kolonie rozrodcza pingwinów na ASPA 128,
przekraczająca 6 tysięcy gniazd.
Zapach w sezonie jest równie nieprzeciętny jak ten dobiegający z pingwiniska przy stacji.
Jak pachnie Antarktyka? To pytanie też kilkukrotnie mi zadano.
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najprościej było by mi powiedzieć, że pachnie inaczej!
Zapach w sezonie jest równie nieprzeciętny jak ten dobiegający z pingwiniska przy stacji.
Jak pachnie Antarktyka? To pytanie też kilkukrotnie mi zadano.
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najprościej było by mi powiedzieć, że pachnie inaczej!
W sezonie głównym
zapachem unoszącym się wokół stacji jest właśnie ten dochodzący z pingwiniska.
Jeśli można to nazwać zapachem, a nie smrodem. Wymieszany z oceanicznym
powietrzem potrafi podrażnić nozdrza, szczególnie gdy wiatr zawieje od tamtej
strony. Jest to zapach specyficzny, trudny do porównania z czymś znanym mi
wcześniej. Ale w gruncie rzeczy jest on znośny gdy człowiek już się nieco
przyzwyczai do jego obecności. Podczas wczorajszego monitoringu nawet
uznaliśmy, że nice tego zapachu brakuje.
Nieco gorzej jest z
zapachem słoni morskich. Przeurocze to zwierzęta, można je podziwiać i
obserwować godzinami. Ale przyznać im trzeba, że zachować się nie potrafią.
Pierdzą, bekają i wydają mnóstwo innych przedziwnych dźwięków, a do tego chętnie
tarzają się w kałużach na które składa się woda z opadów i ich własne odchody.
Ale nawet to nie odstrasza kiedy spojrzy się na te wielkie, pełne ufności i
zainteresowania oczyska. Zapach przestaje mieć znaczenie.
Stacja leży nad zatoką, zatem zapach morskiej bryzy jest tym co czujemy najczęściej. Nieco wyżej podczas wędrówek morenami człowiek czuje się jak na górskich szczytach. Świeże, niczym nieskalane powietrze, które chce się łapać pełną piersią :) Nie ma nic przyjemniejszego. Latem kiedy temperatury sięgają znacznie powyżej zera stopni zaczynają parować mszarniki. Nie tylko Ogrody Jasnorzewskiego, ale także liczne mniejsze mszarniki zlokalizowane na ASPA 128 zaczynają oddawać nadmiar wody. Jest to niezwykły widok, któremu także towarzyszy cudowny zapach świeżości.
Zimą powietrze jest ostre, czasem gdy temperatura schodzi mocno w dół haust zimnego powietrza sprawia, że oddychanie boli. Nie mniej jednak nadal odczuwa się jego rześkość, niezwykłą świeżość.
Świeżość! To chyba najlepsze określenie na opisanie zapachów Antarktyki. Mimo pingwinów czy słoni morskich głównie przeważa świeżość!



Komentarze
Prześlij komentarz