Chęć do zabawy



Jeśli myślisz, że przygody bywają niebezpieczne, spróbuj rutyny. Ona jest śmiercionośna. – Paulo Coelho





Rzecz miała miejsce początkiem marca, zatem wracam nieco do przygód sprzed kilku miesięcy. Zadanie jakie przed nami postawiono to nie tylko założenie nadajników na wybrane pingwiny maskowe, ale także wykonanie monitoringu ssaków płetwonogich. Warunki do pływania były na tyle dobre, że swobodne można było dotrzeć na Patelnię zodiakiem. Dodatkowo korzystając z dobrej pogody i niskiego pływu Maciek postanowił pobrać próby osadu właśnie z tego odcinka plaży, co czynił systematycznie w ramach prowadzonych badań. Po dopłynięciu spokojnie wysiedliśmy z zodiaka na plażę pełną uchatek.


Po zdjęciu hansenów Ewa jak zwykle zaczyna witanie z uchatkami. Kładzie się na plaży zachęcając te zwierzaki do podejścia i powąchania jej. Uchatki swoim zachowaniem bardzo przypominają naszych domowych pupili, podobnie jak psy lubią się bawić, podobnie też okazują emocję. Przyjęło się, że w kontakcie z tymi zwierzakami są dwie szkoły. Pierwszą prezentuje Ewa, pozwalając zwierzakowi na podejście do siebie, powąchanie i odejście. Czasem po takim manewrze uchatka stwierdza, że człowiek to świetny obiekt do zabawy i zaczyna zachęcać do gonienia się, a czasem zwyczajnie odchodzi popiskując zupełnie jak nasze psy.


Kiedy Ewa w najlepsze zaprzyjaźniała się z uchatką usłyszeliśmy krzyk dobiegający z innej części plaży. Wszyscy spoglądamy w lewo i po chwili na naszych twarzach pojawia się uśmiech. Tak, to właśnie druga szkoła kontaktu z ciekawską uchatką, czyli ucieczka. Gosia świetnie zaprezentowała nam ten styl biegnąc w naszą stronę, a tuż za nią podążała zaciekawiona uciekającym obiektem uchatka. Dwie jakże odmienne strategie relacji między uchatkami a ludźmi.


Cała ekipa rusza do swoich zadań, a ja pozostaję przy zodiaku sam. Właśnie, sam? Nie koniecznie.
Otaczają mnie słonie morskie leniwie odpoczywające na plaży, bądź jak to w przypadku słoniowej młodzieży bywa dużo aktywniej spędzając czas urządzając popisowe walki. Takie ćwiczenie jest zapewne ważnym elementem przed wejściem w dorosłość, gdzie już na poważnie będzie trzeba bić się o swój harem i przekazanie genów kolejnym pokoleniom. Dlatego nie dziwi mnie zapał młodych słoni do treningów, które nie rzadko kończą się krwawymi ranami. Prócz słoni plażę oblegają wspomniane już uchatki, jedne leniwie śpią, inne bawią się w gonitwy po piachu. Jeszcze kolejne pływają po zatoce, czyszczą sobie sierść lub gryzą pod płetwą.


Postanowiłem podwiązać zodiaka do dużego kawałka lodu, który woda wyrzuciła na brzeg. Abym mógł to uczynić musiałem się dogadać ze śpiącą obok niego uchatką. Dorosły zwierzak upatrzył sobie to miejsce na sen i bardzo nie w smak było mu zmieniać lokalizację. To jedna z tych uchatek z którymi nie ma mowy o porozumieniu, demonstracja siły jest tu ewidentna. Nie chciałem jej zbytnio przeszkadzać, przecież to ona jest u siebie, zatem postanowiłem zrobić pętle z drugiej strony bryły lodowej. Zwierzakowi ten pomysł także się nie podobał, ale tym razem tylko mnie ofukała i oddaliła się, jedynie po to by po chwili wrócić na upatrzone miejsce. Powąchała nowy element krajobrazu w postaci liny i położyła się dalej drzemać. Siła przyzwyczajeń, pomyślałem wracają spokojnie w stronę łodzi. Po sprawdzeniu czy lina dobrze trzyma usiadłem spokojnie na plaży.


Bardzo szybko znalazło się towarzystwo w mojej okolicy. Jedna z uchatek postanowiła sprawdzić co to nowego wyrzuciło na brzeg morze, a może będzie można się pobawić tym czymś. Powoli ze znaną tylko temu gatunkowi gracją zaczęła zbliżać się do mnie, powoli obchodząc to z lewej, to z prawej strony. Skamlała przy tym i fukała w sposób również dla nich charakterystyczny, ziewając czasem i odchylając na boki głowę, jednak jej duże brązowe oczy ani na moment nie spuszczały ze mnie wzroku. Po kilku minutach uznała chyba, iż nie jestem ciekawym obiektem, gdyż odwróciła się na płetwie i pobiegła do bardziej z własnym gatunkiem spokrewnionych istot.
Nie minęło kilka chwil gdy kolejna z uchatek zainteresowała się moją osobą. Tyle co wyszła na plażę z zatoki, sierść jeszcze ociekała jej wodą. Zobaczyła mnie i z daleka zaczęła podchodzić w moim kierunku, ale nie robiła tego gwałtownie. Spokojnie stawiała kilka kolejnych kroków, zatrzymywała się i badała moją reakcję, sprawdzała czy oby na pewno jest bezpiecznie. Kilka kolejnych kroków i znów zatrzymała się, kiwając głową i ziewając. W ten sposób zwierzęta te informują iż w żadnym wypadku nie chcą mnie zaatakować, a jedynie są zaciekawione obecnością innego osobnika, chcą się zaprzyjaźnić. Uchatka podbiega kilka kolejnych kroków, stając tuż obok mnie, dosłownie na wyciągnięcie ręki. 


W dłoniach jednak mam aparat który w trybie filmu nagrywa całą scenę, i to on staje się obiektem zainteresowania zwierzaka. Jej nos ląduje na obiektywie, oddala się na moment i ponawia działania. Odchyla głowę i fuka, chyba coś jej się nie spodobało, a może nie lubi być obiektem filmu. Oddala się kilka kroków, ale szybko daje do zrozumienia, że chce aby iść za nią. Czas na zabawę! Kilka moich kroków w jej stronę, ona ucieka i podbiega próbując mnie zaczepić. Kolejne kilka kroków i kolejne, sytuacja traw kilka minut, po czym uchatka wbiega do wody. Odnalazła nowy obiekt zainteresowania, tym razem jest to nasz czerwony zodiak. Podpływa do niego i wącha, robi kilka obrotów swego ciała w wodzie i ponownie wącha zodiaka. Raz czyni to od strony ruchy, raz znów od boku, po chwili wybiega na brzeg w moim kierunku, kiwa głową i wraca do wody. Zupełnie jak by chciała powiedzieć mi – chodź, pobaw się ze mną.


Wybryki sympatycznego zwierzaka muszę jednak ostudzić nieco, gdyż podejmuje próby wejścia do środka łodzi, a to mogło by skończyć się przypadkowym przebiciem pontonowego poszycia przez jej ostre pazury u płetw. Wizja braku możliwości powrotu do bazy po takiej usterce wydaje się być dość słabym efektem świadczącym o moim nie pilnowaniu łodzi, więc delikatnie odpędzam uchatkę od nabitych powietrzem boków zodiaka. Dla niej jednak to nadal zabawa, więc jeśli nie od boku, to od rufy spróbuje, silnik powącha i głowę wystawi wysoko aby sprawdzić co fajnego w środku łodzi się znajduje. Kilka minut gonitwy wokół zodiaka uchatce się nudzi i wraca na brzeg innych zwierzaków tego gatunku, ale tylko na moment, by ponownie zachęcić do zabawy moją osobę. Niezwykle interaktywne zwierzę - tak sobie myślę patrząc na jej zaczepki. Cała zabawa dobiega końca wraz z informacją, że Maciek skończył pobierać próby. Ja ruszam na pingwinisko, a Gosia i Marek wskakują w zodiaka aby odebrać Maćka, następnie wracają do bazy.




Komentarze