Odcięty od świata, cierpiałem pragnienie i chłód, ryzykowałem życiem. Nie bałem się trudności i wysiłku. Żyłem pełną piersią. Niczego nie żałuję, niczego nie chciałbym zmienić. I nadal nie mam dosyć – Jacek Pałkiewicz
Ogień na stacji polarnej to największe zagrożenie, chyba nie
trudno sobie wyobrazić czemu.
Kilka lat temu, podczas 36 wyprawy pożar wybuchł na brazylijskiej stacji Ferraz. Tamta tragedia pochłonęła nie tylko całą stację, ale także dwa ludzkie życia.
Ferraz postawił nową tymczasową stację, a obecnie budowany jest zupełnie nowy obiekt, który ma posiadać więcej rozwiązań by nie dopuścić do podobnej tragedii w przyszłości.
Ryzyko jednak pozostało i trzeba być przygotowanym także i na tak czarny scenariusz.
Kilka lat temu, podczas 36 wyprawy pożar wybuchł na brazylijskiej stacji Ferraz. Tamta tragedia pochłonęła nie tylko całą stację, ale także dwa ludzkie życia.
Ferraz postawił nową tymczasową stację, a obecnie budowany jest zupełnie nowy obiekt, który ma posiadać więcej rozwiązań by nie dopuścić do podobnej tragedii w przyszłości.
Ryzyko jednak pozostało i trzeba być przygotowanym także i na tak czarny scenariusz.
Dlatego jedną z pierwszych rzeczy, o których mówi się nowym
mieszkańcom Arctowskiego jest jak zachować się po usłyszeniu syreny alarmowej.
Szkolenia przeciwpożarowe
jest jednym z pierwszych jakie przechodzi się po dotarciu na stację. Przechodzą
je także wszyscy nowo przybyli na stację naukowcy, nawet jeśli ich pobyt
ogranicza się do kilku dni.
Samą syrenę można
uruchomić na kilka sposobów. W holu głównym Samolotu znajduje się czerwony
przycisk, który ją uruchamia.
Można także wybrać odpowiedni numer alarmowy z telefonów,
które są praktycznie w każdym budynku, a w
samym samolocie w każdym pokoju. Skutek jest ten sam. Po uruchomieniu alarmu uczestnicy wyprawy mają
kilka zadań. Głównym jest wydostanie się przed stację, lub budynki warsztatów,
zależy kto w którym miejscu się znajduje. Podczas opuszczania budynków każdy
zabiera z sobą gaśnicę, następnie udaje się w miejsca zbiórki. Szybka reakcja
oraz rozpoznanie co się pali może nie tylko uratować życie, ale także mienie.
Jednym z uczestników poprzedniej wyprawy był wieloletni pracownik Państwowej
Straży Pożarnej. Jego wiedza i doświadczenie przydały się do opracowania
odpowiedniego systemu reagowania w sytuacji związanej z zagrożeniem naszego
bezpieczeństwa przez pożar.
Zdarza się jednak, że syrena podaje fałszywe alarmy. Szczególna to przypadłość podczas sprzątania stolarni na hali agregatów, gdzie od zabrudzonej czujki alarmowej wzbudzał się alarm. Jest to jednak też swego rodzaju sprawdzian jak zareagują mieszkańcy. Kilkukrotny alarm w ciągu dnia nie robił dużego wrażenia, jedynie upewnienie się że to ponowne wzbudzenie syreny w trakcie prac remontowych na agregatach. Jednak gdy syrena zawyła kilka dni temu niespodziewanie bardzo szybko zadziałała cała procedura. Nim się obejrzałem na korytarzach stały wszystkie osoby przebywające w samolocie, gotowe do opuszczenia budynku. Kolejny raz na szczęście okazało się, że to fałszywe wzbudzenia czujki.
Kolejnym ważnym elementem związanym z bezpieczeństwem jest ambulatorium. Już na szkleniach w Polsce każdy z uczestników przechodził kurs pierwszej pomocy wraz z omówieniem elementów ratownictwa z jakimi może się zderzyć w trakcie wyprawy. Przekrój możliwości jest ogromny, śmiem nawet twierdzić, że większy niż w codziennym życiu w Polsce. Prócz w miarę standardowych zdarzeń z jakimi możemy się spotkać na co dzień trzeba być przygotowanym na wiele niestandardowych działań. Ratownictwo morskie, ratownictwo górskie, elementy ratownictwa taktycznego, ratownictwo w głuszy, ratownictwo medyczne, ratownictwo nurkowe, działania poszukiwawczo-ratownicze na wodzie oraz w terenie, podstawowa opieka zdrowotna, a także ewakuacja poszkodowanego i jego przekazanie (helikopter/jednostki pływające), to wszystko z czym musi się na stacji zmierzyć ratownik medyczny, ale i cała załoga.
Dlatego ważnym elementem jest edukacja, oraz powtarzanie pewnych zagadnień szkoleniowych. Uczestnicy wyprawy zapewne miele mnie dość gdy do znudzenia powtarzałem latem, aby przy wyjściu w teren zabierać z sobą radio i apteczkę. W obrębie stacji pomoc przyjdzie szybko, nawet powstała specjalna procedura działania na stacji w razie wypadku. Zdecydowanie trudniej udzielić pomocy jeśli wydarzy się coś w terenie. Zmienność warunków pogodowych, specyfika miejsca, ukształtowanie terenu, wszystko to może powodować iż czas dotarcia do poszkodowanego wydłuży się znacznie, lub dotarcie nie będzie wręcz możliwe. Dlatego wiele zależy od osób z którymi się wychodzi w teren, ich wiedzy i determinacji, oraz podstawowego sprzętu ratunkowego w postaci apteczki.
W Antarktyce na pierwszym miejscu musisz liczyć na siebie i pomoc ze stacji, dopiero później na ewentualną pomoc z zewnątrz. Dlatego też tak ważny jest dostęp na stacji do nowoczesnego sprzętu ratunkowego, jak również nieograniczonych materiałów ratunkowych i szerokiego spektrum leków. Owszem, często jest tak że leki wracają do Polski po terminie przydatności, gdyż nie zostały użyte. Ale na życiu, zdrowiu i bezpieczeństwie się nie oszczędza.
Całe szczęście mimo wielu możliwości poważne wypadki nas omijają. Czasem gnębią uczestników normalne ludzki dolegliwości. Kogoś zaboli głowa, ktoś ma gorsze samopoczucie, czasem trafi się jakaś mała rana, czy obtarcie. Latem niespodzianki i niechciane prezenty przywożą turyści odwiedzający stację. Kończy się to kolejkami do toalety, ale jelitówka nie jest zagrożeniem gdy szybko się z nią zacznie walczyć.
Prócz istotnych procedur postępowania w wybranych sytuacjach, na wejściu do samolotu mieści się kącik ratunkowy. Prócz gaśnic zlokalizowane są tak: deska ortopedyczna, torba ratunkowa, automatyczny defibrylator AED. Tak by w razie potrzeby nie biegać po stacji w poszukiwaniu sprzętu ratującego życie, a szybko reagować.
I jeszcze szkolenia i powtarzanie wiedzy. A najważniejsze to profilaktyka i uwaga w działaniach, które sprawią że każdy cały i zdrowy wróci do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz