Każde marzenie jest trochę oderwane od rzeczywistości.Kasia
Była ciepła sierpniowa
noc. Leśne ścieżki skąpane były soczyście wodą z ostatnich, kilkudniowych
opadów. Szczelna, zielona ściana tego pięknego świata skrywał wiele tajemnic.
Upały minionego dnia sprawiały, że powietrze było nasycone wilgocią niczym w
lasach tropików. A przecież to tylko i aż Puszcza Świętokrzyska. Dzień minął, a
my ruszyliśmy do lasu, przekraczając kolejne strumyki przecinające ścieżkę
docieramy do obniżenia w którym zebrał się nadmiar wody po ostatnich opadach.
- To tutaj - mówi kolega
i zaczyna rozkładać sprzęt.
Las nocą wygląda inaczej. Znane na co dzień wręcz na pamięć ścieżki teraz przybierają inną, bardziej mroczną postać. Większość ludzi na myśl o pójściu do lasu nocą ma ciarki na plecach. Wybrać się do jodłowo-bukowej gęstwiny, która i za dnia straszy półmrokiem? Szaleństwo.
Las nocą jest inny, żyje swoim mrocznym życiem. Nocą człowiek odczuwa inaczej, bardziej każde drgnięcie liścia, każdy szmer i szelest przeszywają wręcz na wskroś i do szpiku kości wysycają całe ciało. Zmysły zaczynają pracować na zupełnie innych obrotach i jeśli tylko na to pozwolisz, zaczynasz stawać się częścią tego pięknego świata.
Każdy krok robisz coraz ostrożniej, rozważniej, nasłuchujesz tego co dzieje się wokół i zaczynasz chłonąć. Idziesz powolutku, a serce bije jak po biegu na sto metrów ze szkolnych czasów. Kiedy stajesz się częścią lasu, kiedy zaczynasz go chłonąć, wszytko się uspokaja. Oddech jeszcze chwilę temu łapany w pośpiechu i chaotycznie zaczyna zwalniać, serce wraca do swego naturalnego rytmu. Mięśnie chwilę temu jeszcze spięte lękiem powoli się rozluźniają, oczy zaczynają akomodować do otoczenia. I tylko słuch pozostaje niezmiennie wyostrzony, ale tym razem nie szuka zagrożenia, ale zaczyna chłonąć każdy nowy dźwięk, by już po chwili mózg zaczął przypisywać go do konkretnej sytuacji bądź zwierzęcia. Węch chłonie przesiąknięty wilgocią zapach drzew i leśnych ziół. Ponad koronami skrywającymi skrzętnie ten krajobraz z lekka przebija się rozgwieżdżone niebo i księżyc, który obecnie jest w pełni.
Rozkładam karimatę, cały sprzęt już rozstawiony. Półszeptem rozmawiamy o tym co nas otacza, co kilka minut robiąc przerwy na zadumę, kontemplację nas samych w tej krainie. Trafiają się też dźwięki nieznane. Pośród nich słyszę wołanie niczym świni, choć krótsze i nieco stłumione. A może coś jak świnka morska? (Świnka morska posiada nową nazwę gatunkową i obecnie to kawia domowa :D ) Nic z tych rzeczy. Półszeptem kolega mówi do reszty:
- Słyszycie? To popielice.
Małe gryzonie dawniej zwane pilchami, a i wciąż wielu używa tej nazwy.
- Cudownie było by rozpocząć projekt badania i ochrony tych ssaków w Świętokrzyskich lasach.
Mija rok od tamtych wydarzeń. Wiele się dzieje w tym czasie, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Pewne tematy jednak wracają. Od rana w leśnej gęstwinie słychać krzątanie. Ale to nie dziki, sarny czy jelenie. Przecież zwierzęta nie chodzą po lesie z drabinami. O co w ogóle chodzi?
Dzięki wspaniałej współpracy z Zespołem Świętokrzyskich i Nadnidziańskich Parków Krajobrazowych nasze Stowarzyszenie MOST rozpoczyna jeden z najważniejszych projektów badawczo-ochroniarskich. Piszę "nasze", gdyż jestem częścią tej organizacji, utożsamiam się z nią, działam, zdobywam doświadczenie i dzielę się własną wiedzą. Owszem, nie jest to moja rodzima organizacja od której zaczynałem. Ale wszystkie lata pracy Non profit doprowadziły mnie w to miejsce, gdzie mogę realizować własne pomysły i rozwijać się w gronie przyjaciół, a przecież o to w życiu chodzi prawda? Dość o mnie! Wracamy do lasu...
Czerwcowy dzień jest suchy i upalny już od wczesnych godzin porannych. Nie poddajemy się jednak, do wykonania konkretne zadanie. Budki przyjechały z daleka, po tym jak kilkanaście paczek rozjechało się nie wiedzieć czemu po całej Polsce, wróciły one w miejsce docelowe. Sośnina na tych terenach nie jest zbyt bogatym drzewostanem, ale bory także mają swój urok, swoją specyfikę i niepowtarzalne walory. Czemu właściwie wieszać budki? Takie pytanie zapewne właśnie zadaje sobie każdy, kto nie ma wiele wspólnego z tematami przyrodniczymi, poza niedzielnymi spacerami po łące za miastem, lub po miejskim lesie.
Nie jest żadną tajemnicą, że drzewostany w Polsce mamy głównie gospodarcze. Nie jest także tajemnicą, że co za tym idzie ich wiek rębności, czyli przeznaczenia na deski jest dość młody. Popielice podobnie jak setki innych zwierząt potrzebują starych, spróchniałych, dziuplastych drzew. Takich w lasach nie ma za wiele. Owszem, leśnicy w ramach cięć zostawiają drzewa dziuplaste, oraz tzw. ekotony, ale to małe fragmenty w skali całości oddziałów czy kompleksów leśnych. Co tu dużo mówić, ochrona przyrody w naszym kraju nie jest łatwym procesem, kto nie wierzy, niech zobaczy co dzieje się w Puszczy Białowieskiej. Wyobrażacie sobie, że w imię... cholera wie czego, minister taki siaki czy owaki zarządza rozebranie Wawelu, albo zamku w Malborku i sprzedaż z nich cegieł? Brzmi absurdalnie prawda? A jednak to dzieje się obecnie z Puszczą, która jest narodowym skarbem i dziedzictwem.
Wróćmy jednak do lasów wokół Gór
Świętokrzyskich. Jednolite, jednowiekowe drzewostany, brak drzew dziuplastych,
utrata siedlisk, przerzedzanie i budowa dróg, wszystko to sprawia, że popielice
nie mają łatwo w życiu. Dlatego projekt, dlatego budki. Nie takie jak dla
ptaków, ale celowe, przygotowane specjalnie dla tych małych, sympatycznych
ssaków.
Po dwóch dniach intensywnej pracy udaje się powiesić 200 drewnianych budek w lasach Nadleśnictwa Daleszyce.
- A co jeśli się nie uda i ich nie zasiedlą? - przychodzą pierwsze wątpliwości wypowiadane przez pomysłodawcę projektu.
- Uda się, bark wyniku to też wynik pamiętaj! Przekonamy się za dwa miesiące, ale będzie dobrze - ucinam szybko powątpiewania, choć sam zastanawiam się w duchu nad tym samym. Trzeba jednak być optymistą, a projekt zakłada bardzo optymistyczną poprawę jakości życia tych gryzoni. Jest także coś więcej w tym projekcie. Wieszamy budki, które są tylko i aż jednocześnie miejscami zastępczymi na rozród i wychowanie młodych. Ale wieszając budki w drzewostanach zaczynamy chronić nie tyko popielice. Poprzez działania na rzecz jednego gatunku rozpoczynamy tak zwaną ochronę parasolową. Wieszając budki chronimy siedliska, chronimy popielice, ale chronimy też cały ekosystem na tym terenie i wszelkie jego elementy. Tylko wtedy działania ochronne mają sens, kiedy prowadzą do zachowania całej różnorodności.
Po dwóch dniach intensywnej pracy udaje się powiesić 200 drewnianych budek w lasach Nadleśnictwa Daleszyce.
- A co jeśli się nie uda i ich nie zasiedlą? - przychodzą pierwsze wątpliwości wypowiadane przez pomysłodawcę projektu.
- Uda się, bark wyniku to też wynik pamiętaj! Przekonamy się za dwa miesiące, ale będzie dobrze - ucinam szybko powątpiewania, choć sam zastanawiam się w duchu nad tym samym. Trzeba jednak być optymistą, a projekt zakłada bardzo optymistyczną poprawę jakości życia tych gryzoni. Jest także coś więcej w tym projekcie. Wieszamy budki, które są tylko i aż jednocześnie miejscami zastępczymi na rozród i wychowanie młodych. Ale wieszając budki w drzewostanach zaczynamy chronić nie tyko popielice. Poprzez działania na rzecz jednego gatunku rozpoczynamy tak zwaną ochronę parasolową. Wieszając budki chronimy siedliska, chronimy popielice, ale chronimy też cały ekosystem na tym terenie i wszelkie jego elementy. Tylko wtedy działania ochronne mają sens, kiedy prowadzą do zachowania całej różnorodności.
Przychodzi sierpień. Wielka niepewność, ale jeszcze większe zaciekawienie pojawia się w naszych głowach. Czy budki będą zajęte, czy choć w kilku spotkamy popielice? Czas weryfikacji nadszedł.
Na miejscu dzielimy się na 2 grupy. Rozpoczyna się sprawdzenie pierwszych lokalizacji, gdzie powieszono po 20 budek dla pilchów. Po całej akcji spotykamy się ponownie. Na twarzach jednej z grup rysuje się rozczarowanie.
- Ile?
- Zajęte dwie na
dwadzieścia. A u was ile?
- Osiemnaście na dwadzieścia z lokatorami.
- Osiemnaście na dwadzieścia z lokatorami.
Pierwsze sukcesy, udało się! Ruszamy do dalszego sprawdzania. Końcowy wynik to około 33% zajętości. W tym kilka rodzin z młodymi, a przecież o to chodziło! Zadowolenie, sukces i satysfakcja, oraz szybki telefon do Parków Krajobrazowych aby poinformować o wszystkim. Kilka tygodni później zaczynamy kolejny etap projektu polegający na edukacji. Młodzi ludzie dowiadują się o życiu popielicowatych, ich zachowaniach, zwyczajach. Niektóre z grup mają nawet okazję zobaczyć ssaki na własne oczy podczas leśnych spacerów. Nie wystarczy bowiem tylko chronić, należy także edukować. O tym wie każdy przyrodnik.
Mija kolejny rok. Temat popielic wraca jak bumerang. Wraca? Nie do końca, ponieważ przez ten czas nie schodził on z tapety. Jak dziwnie układają się koleje losu. Rozpoczynaliśmy z Parkami projekt popielicowy, a do ich siedziby przywieziona została mała popielica z okolic Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wizyta u zaprzyjaźnionej doktor weterynarii i diagnoza. Moda ma uszkodzony błędnik, nie wróci już nigdy do natury, a jeśli wróci to nie pożyje długo. Pracownicy ZŚINPK stanęli na wysokości zadania, a nawet wysokość tą przeskoczyli. Mania, bo takie imię dostała popielica została w siedzibie Parków na dobre.
Dostała nie tylko
rozbudowaną wersję mieszkania z wszelkimi możliwymi udogodnieniami, ale także
troskliwych opiekunów i nowe "dokumenty tożsamości". Trzeba pamiętać,
że to dzikie zwierzę, a nie można takich przetrzymywać ot tak sobie o czym mówi
jasno ustawa o ochronie przyrody. Pracownicy Parków uzyskali stosowne
zezwolenie, dzięki czemu nie skazali Mani na szybką śmierć. A ja prócz
doświadczenia zyskałem dzięki temu projektowi grono nowych przyjaciół z których
wiedzy i doświadczenia czerpać mogę garściami, jednocześnie wymieniając się
własnym doświadczeniem.
Kolejny rok projektu i ponownie 200 rozwieszonych budek, tym razem na terenie Nadleśnictwa Łagów. Nieco mniejsze zajęcie, ale za to więcej rodzin niż w Daleszycach. Dla popielic kolejne miejsca rozrodu, dla przyrody dalsza możliwość ochrony, ale nas mnóstwo doświadczenia i materiału do analizy. Oczywiście nie odbyło się bez edukacji wśród najmłodszych.
Jesienią opuściłem kraj na rzecz największej przygody życia. Jednak o popielicach nie zapomniałem. Trudno zapomnieć o tak sympatycznych stworzeniach, dzięki którym nabrałem nowych doświadczeń, nabyłem nowej wiedzy. A każdy taki mały krok doprowadził mnie do tego właśnie miejsca. Piszę te słowa patrząc jak za oknem spokojnie dziś faluje woda Zatoki Admiralicji. Antarktyka.
Kolejny rok projektu i ponownie 200 rozwieszonych budek, tym razem na terenie Nadleśnictwa Łagów. Nieco mniejsze zajęcie, ale za to więcej rodzin niż w Daleszycach. Dla popielic kolejne miejsca rozrodu, dla przyrody dalsza możliwość ochrony, ale nas mnóstwo doświadczenia i materiału do analizy. Oczywiście nie odbyło się bez edukacji wśród najmłodszych.
Jesienią opuściłem kraj na rzecz największej przygody życia. Jednak o popielicach nie zapomniałem. Trudno zapomnieć o tak sympatycznych stworzeniach, dzięki którym nabrałem nowych doświadczeń, nabyłem nowej wiedzy. A każdy taki mały krok doprowadził mnie do tego właśnie miejsca. Piszę te słowa patrząc jak za oknem spokojnie dziś faluje woda Zatoki Admiralicji. Antarktyka.
Popielice nadal potrzebują pomocy. Obecnie trwa bardzo ważna zbiórka, mająca na celu kontynuację projektu w latach kolejnych. Jeśli zatem podobał Ci się ten post, lub nie podobał ale i tak na długo Twe oczy wtopiły wzrok w tekst i zdjęcia. Jeśli podoba Ci się blog, a staram się by tak było. Jeśli nie jest Ci obojętna Polska przyroda. Jeśli masz swoje "jeśli"... A jeśli nie masz, to spójrz na te oczka...
Wesprzyj projekt:
https://pomagam.pl/ochrona-popielic
Dziękuję w imieniu swoim, popielic i nietoperzy, którym dostaną się schrony przy okazji. Więcej o akcji w powyższym linku.
Ogromne podziękowania dla członków i sympatyków Stowarzyszenia MOST, którym
wciąż się chce działać dla przyrody mimo ciężkich czasów.
Podziękowania dla pracowników ZŚINPK, za to że są i robią tak wspaniałe rzeczy jakie robią.
Podziękowania dla pracowników ZŚINPK, za to że są i robią tak wspaniałe rzeczy jakie robią.
Za otwartość z której
mogłem czerpać przed wyjazdem i która sprawia, że chce się wracać.
Podziękowania dla wolontariuszy bez których projekt nie miał by szans powodzenia, to dzięki Waszemu zaangażowaniu popielice mają gdzie mieszkać.
Podziękowania dla darczyńców, którzy zaufali nam. A my to zaufanie wciąż pragniemy przekuwać w sukcesy dla rodzimej przyrody. Dziękuję.
Podziękowania dla wolontariuszy bez których projekt nie miał by szans powodzenia, to dzięki Waszemu zaangażowaniu popielice mają gdzie mieszkać.
Podziękowania dla darczyńców, którzy zaufali nam. A my to zaufanie wciąż pragniemy przekuwać w sukcesy dla rodzimej przyrody. Dziękuję.



Komentarze
Prześlij komentarz