Wielkie rzeczy

Wielkie rzeczy się dzieją, gdy ludzie spotykają się z górami.
William Blake


Poranne spotkanie i omówienie plan działania na ten i kolejne dni zakładało jednoznacznie. Szykuje się dobra pogoda, zatem ruszamy w teren na monitoring płetwonogich. Jest to tym istotniejsze, że przez ostatni miesiąc trudno było wydostać się gdzieś dalej z bazy. Z resztą wciąż nie jest to łatwe, ale zdecydowaliśmy, że w doświadczonym składzie dotrzemy na Demay przechodząc przez Lodowiec Ekologii. W domku na Demayu się zatrzymamy i stamtąd wykonamy liczenia na poszczególnych odcinkach plaż w stronę Patelni. Wcześniejsze odcinki policzymy idąc do refugium. Taki plan działania na dziś zakładały wczorajsze ustalenia.
Popołudniem zaczęliśmy omawiać szczegółowo trasę, planować całe przedsięwzięcie, oraz przygotowywać potrzebny sprzęt i ekwipunek.


Wyjść mieliśmy o godzinie 9 rano, zaraz po śniadaniu. Sprawdzanie aktualizacji pogody, wiatru i jego kierunku, opadów, oraz wysokości pływów. Na wiele czynników należy zwrócić uwagę przy takim planowaniu.
Ostatnia aktualizacja przed snem zakładała, że rano warunki jeszcze będą kiepskie, ale już około 11-12 pogoda się unormuje i można będzie ruszyć w teren.
Rankiem obudziłem się chwilę przed tym jak zadzwonił budzik. Pierwsze na co zwróciłem uwagę to wiejący wiatr za oknem.
- Nie jest dobrze - pomyślałem podnosząc się z łóżka i stawiając kroki w stronę mesy na śniadanie.
Ponowne sprawdzanie prognozy, ładnie miało się zrobić około 12, więc czekamy w gotowości. Kiedy tylko pogoda zacznie się polepszać, a wiatr ucichnie ruszamy.


Wstępnie umawiamy się na godzinę 10 by ocenić sytuację. Zaczynam dopakowywać ostatnie rzeczy, zbliża się wyznaczony czas i może za chwilę ruszymy.
Wiatr jednak nie ustaje nawet na chwilę. Zbieramy się ekipą wyprawową. Rozmawiamy, szukamy możliwości, radzimy o warunkach. Wiatr ucichnie za około godzinę wedle prognoz, ale pojawiają się inne problemy. Opady atmosferyczne deszczu, śniegu i czegoś pomiędzy dwoma wspomnianymi. Temperatura powietrza mocno nie Antarktyczna, a na pewno nie zimowa, sięgająca +2st C. Ciepło niczym Antarktycznym latem, a przecież to zima. Gdzie te -30st C, które zimą na tych szerokościach geograficznych gościły? Dodatkowo pułap chmur. Za niski! I to nasza największa bolączka, nie jesteśmy w stanie wyjść na lodowiec i bezpiecznie się poruszać po nim w takich warunkach. Wychodzę przed stację, rozglądam się. Wszystkie szczyty wokół zasłonięte chmurami. To właśnie czekało by nas na lodowcu, zupełny brak widoczności. Rezygnujemy, pada w końcu decyzja. Morale w ekipie lekko opadają, kolejna próba wyjścia bez rezultatu. Ale plecaków nie rozpakowujemy, wciąż liczymy na poprawę warunków. A jeśli nie dziś? To może jutro. Kiedyś musi ponownie być lepsza pogoda, wykorzystamy wtedy możliwości.
Cały dzień upływa pod znakiem chmur i opadów. Na szczęście wiatr słabszy niż w nocy czy nad ranem. Ale co to za pocieszenie? Kilka godzin i ponownie prognozowane silne podmuchy.
Jest zima, temperatury raz na minusie, raz na plusie, silny wiatr i planowane przejście lodowca, lekko raczej w Antarktyce nie bywa.

Około południa naszego czasu dociera do nas wiadomość, że na Półwyspie Antarktycznym stało się to, co było przewidywane od miesięcy.
Około 350 km od naszej stacji licząc w linii prostej od Antarktydy oderwała siępotężna góra lodowa. Góra była wcześniej częścią lodowca szelfowego o nazwieLarsen.
Pamiętam, jak lecąc samolotem do Buenos Aires rozmawialiśmy z Ewą o Lodowcu Larsena i tym, że odrywa się duża jego część od kontynentu. Dzisiejsze doniesienia potwierdziły, że ogromna połać lodu nie jest już na stałe połączona z kontynentem. Według naukowców to jedna z największych gór lodowych, (powierzchnia oderwanego lodu to ok 6 tysięcy kilometrów kwadratowych) jakie oderwały się od Antarktydy w historii badań glacjologicznych.
To kolejne tego typu zjawisko obserwowane w tym roku. W lutym Świat obiegła informacja o tym, że od lodowca Pine Island na Antarktydzie oderwał sięolbrzymi lodowy blok.
I pomimo, że takie zjawiska według naukowców nie są niczym nadzwyczajnym, to częstość ich występowania i coraz większe połacie odrywanego lodu zaczynają budzić niepokój wśród wielu glacjologów.

Komentarze