Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Mark Twain
Kolejne próba wyruszenia w teren celem monitoringów. Jeszcze dobrze nie otworzyłem oczu rano, a już cały organizm podpowiadał, że nie jest to najlepszy pomysł. Kilka chwil później okazało się, że nie tylko ja mam liczne obiekcje przed wyjazdem w teren. Ale pogoda była w miarę dobra, tylko ten pułap chmur, wciąż zmienny i wciąż niepewny.
Skład wyjazdowy z przyczyn niezależnych musiał się nieco zmienić. Dołączył Karramba, natomiast Ewa z bólem, ale musiała zostać na stacji. Ostatnie przygotowania, dopakowanie plecaków, sprawdzenie sprzętu. Plan zakładał iż spróbujemy przedostać się skuterami śnieżnymi w okolice "gruzowiska" pod Lodowcem Baranowskiego, bądź jakieś inne miejsce, byle dało się przejechać przez Lodowiec Ekologii. Zatem jeszcze tankowanie skuterów i w drogę.
Początek sprawny i zanim się obejrzeliśmy już byliśmy na wzniesieniu zwanym "Puchalem" (ew. Puchalskim - od nazwiska Włodzimierza Puchalskiego, którego grób znajduje się w tym miejscu), następnie dalej niewielkimi przełączkami w stronę Dolinki Wróbla. Kiedyś nie była to dolinka, tylko Lodowiec Wróbla. Niewielki lodowiec w porównaniu z sąsiednią Ekologią, pod wpływem zmian jakie zachodzą w Antarktyce wytopił się zupełnie, pozostawiając odsłonięte morenki i dolinę. Dlatego właśnie zmieniono nazwę. Obecnie całość pokryta jest śniegiem.
Dojechaliśmy
z niewielkimi przygodami pod duże wzniesienie z zaspą śnieżną do pokonania.
Jednak zanim decydujemy się na wjazd trzeba wytyczyć trasę, oraz sprawdzić na
szczycie czy mamy jakieś szansę na dalszą podróż. Będąc w dolince nie wiemy jak
przedstawia się pułap chmur, choć obserwując okolicę można się spodziewać, że
nie jest najciekawiej.
Wychodzimy zatem na wzniesienie, przedzierając się przez zaspy śniegu.
Na szczycie widzimy doskonale...nic! Mgła, a raczej chmury są tak nisko, że zasnuwają cały lodowiec. W takich warunkach nie ma mowy o dalszej jeździe i pokonywaniu lodowców. Chwila przerwy i podziwiania siły natury. A następnie taktyczny odwrót. W drodze do bazy kilkukrotnie zatrzymujemy się, by podziwiać zmienność tutejszej pogody i okolicę. Wychodzi słońce i chmury ustępują, by już po chwili wszystko na nowo zasnuło się mgłą tajemnicy. I tak cały czas, na zmianę, co kilka minut. Warunki zmienne niczym w Antarktyce.
Wychodzimy zatem na wzniesienie, przedzierając się przez zaspy śniegu.
Na szczycie widzimy doskonale...nic! Mgła, a raczej chmury są tak nisko, że zasnuwają cały lodowiec. W takich warunkach nie ma mowy o dalszej jeździe i pokonywaniu lodowców. Chwila przerwy i podziwiania siły natury. A następnie taktyczny odwrót. W drodze do bazy kilkukrotnie zatrzymujemy się, by podziwiać zmienność tutejszej pogody i okolicę. Wychodzi słońce i chmury ustępują, by już po chwili wszystko na nowo zasnuło się mgłą tajemnicy. I tak cały czas, na zmianę, co kilka minut. Warunki zmienne niczym w Antarktyce.
Z kilkoma miękkimi wywrotkami na wzniesieniach pokrytych grubą warstwą śniegu wracamy do stacji. Będąc już przy Samolocie decyduję, że skoro i tak jesteśmy w ruchu, zrzucę jedynie bagaż
i można jechać wykonać monitorig ptaków zimujących przy stacji.
Dołącza do mnie Gosia i wspólnie ruszamy w
stronę Jedynki obserwując co dzieje się wzdłuż plaży, jako i nad Zatoką
Admiraicji. A ptaki tego dnia dopisują, od rana można obserwować petrele
śnieżne nad Zatoką, pochwodzioby i rybitwy. Nie zabrakło petrelców olbrzymich i
mew południowych, nawet warcabnik zawitał. I ktoś jeszcze, niespodziewany gość.
Ale o nim następnym razem.





Komentarze
Prześlij komentarz